Moc rytuałów czyli co warto robić regularnie

Są takie rzeczy, które robione raz na jakiś czas nie mają żadnego znaczenia. Kiedy natomiast robimy je regularnie, potrafią bardzo wiele zmienić w naszym życiu. Uwielbiam tego rodzaju przyjemne rytuały, ponieważ na własnej skórze przekonałam się, jak wiele one dają. Dlatego dziś mam Wam do przedstawienia kilka rzeczy, które naprawdę warto robić, i które wprowadzają realną wartość w życie. A zatem, jakie czynności warto robić regularnie?

  1. Domowe SPA i dbanie o ciało.

Jestem z tych osób, które raczej nie mają specjalnych problemów z cerą. Przez większą część życia uważałam, że nakładanie codziennie wieczorem kilku albo nawet kilkunastu kosmetyków na siebie to totalna strata czasu i energii. Dopiero od niedawna zaczęło się to u mnie zmieniać. Polubiłam się z peelingami i maseczkami do twarzy i zauważyłam, że cera jest ładniejsza, lepiej oczyszczona i nawilżona. Zmieniłam też całkowicie pielęgnację włosów, zrezygnowałam prawie całkowicie ze zwyczajnych drogeryjnych szamponów i moje włosy bardzo mi za to podziękowały. Zaczęłam testować więcej kosmetyków naturalnych, które bardzo dobrze podziałały na moją skórę. Dbanie o swoje ciało – choćby to miała być krótka sesja mini-spa raz w tygodniu – jest luksusem, na który powinniśmy sobie pozwalać. 

2. Czytanie książek.

Jako dziecko czytałam bardzo dużo książek. Pamiętam, że byłam zapisana do miejskiej biblioteki, do której chodziłam razem z Mamą i wypożyczałam po kilka pozycji, które błyskawicznie pochłaniałam. W okresie szkolnym, jako nastolatka, też lubiłam czytać, ale z wiekiem tych książek było coraz mniej, a ich miejsce szybko zaczął zajmować komputer i Internet. I chociaż czytania nigdy nie porzuciłam tak do końca, to był okres, że czytałam bardzo niewiele – zaledwie kilka książek rocznie. Kilka lat temu w rocznych planach umieściłam konkretny plan czytelniczy – przynajmniej jedna książka miesięcznie. Dzięki temu znowu zaczęłam więcej czytać. Aktualnie przeplatam lekkie powieści z książkami bardziej psychologicznymi czy różnego rodzaju poradnikami. Myślę, że czytanie książek to taka czynność, która pozwala nie tylko przenieść się w zupełnie inny świat i rozwija wyobraźnie, ale też doskonale uspokaja, wycisza i zmusza do tego, żeby chociaż przez chwilę nie patrzeć się w ekran komputera czy telewizora.

3. Dbanie o relacje.

Uważam, że relacje są trochę jak rośliny – jak się ich nie podlewa, to więdną, a jak się je podlewa zbyt dużo – zgniją. Złoty środek polega na tym, żeby podlewać je odpowiednio dużo. Czyli jak? Według mnie kluczowa jest równowaga! Każda relacja, jeśli ma trwać, wymaga zaangażowania obu stron, zainteresowania drugą osobą i ciepłego kontaktu. Istotne w relacji jest, żeby zarówno dawać jak i brać. W innym przypadku w końcu któraś ze stron odejdzie. Dobrym więc rytuałem dla dobrych relacji są, np. cotygodniowe przyjacielskie spotkania, na których każda osoba może podzielić się tym, co u niej lub, np. w przypadku osoby, z którą mieszkamy: męża, rodziców, dziecka – spożywanie wspólnych posiłków, podczas których każdy może opowiedzieć o swoich sprawach – zmartwieniach, sukcesach, obawach, czy po prostu podzielić się tym, co nas spotkało. Można też umawiać się, np. co miesiąc na specjalną randkę tylko we dwoje. Wspólnie spędzany czas (bez dystraktorów takich jak dzwoniący telefon czy grający telewizor) i skupienie się na drugiej osobie to największa wartość dla dobrej relacji.

4. Aktywność sportowa.

Jeśli miałabym wskazać jedną rzecz, która jest w stanie zmienić codzienność na lepszą niemal natychmiast i to w wielu jej aspektach, bez wątpienia powiedziałabym „zacznij się więcej ruszać”. Wiem coś o tym, bo przez LATA moją jedyną aktywnością był spacer do sklepu i wejście na pierwsze piętro do mieszkania. Kiedy zaczęłam się ruszać – chodzić na piesze wędrówki, jeździć na rowerze, uprawiać jogę – zaczęłam mieć więcej energii, lepsze samopoczucie i większą ochotę na zmaganie się z życiem codziennym. Przestałam być permanentnie „sparciała” (to określenie mojego już-męża). I chociaż czasem się po prostu nie chce wstać z tej przysłowiowej kanapy – warto się zmusić, bo po wysiłku samopoczucie będzie lepsze na 100%. Nie trzeba oczywiście od razu biegać maratonów ani zapisywać się na siłownie – nawet szybszy spacer ma dużą wartość, dotlenia organizm i go regeneruje. A dla tych co uważają, że to i tak nic nie zmieni – lepsze 15 minut jogi, niż 15 minut niczego, skoro ten czas i tak minie.

5. Dzienniczek wdzięczności.

Kolejny punkt to moje remedium dla wszystkich wiecznie narzekających, że jest im źle, ciężko i w ogóle to życie ciągle daje im w kość i zawsze mają pod górkę. Kochane Marudy – kupcie sobie zeszyt (koniecznie z ładną okładką), fajny długopis (albo pióro – pióra są fajne. Chyba, że jest się leworęcznym – wtedy są mniej fajne) i zacznijcie prowadzić dzienniczek wdzięczności. Forma dowolna – wszystko polega na tym, żeby każdego dnia znaleźć w naszym życiu pozytywy i wypisać np. 5 rzeczy, za które danego dnia jesteśmy wdzięczni. Może okaże się, że ta codzienność wcale nie jest taka zła i przydarza nam się mnóstwo wspaniałych rzeczy, a cały problem polega na tym, że skupiamy się tylko na tym, co złe, zamiast doceniać to, co cudownego mamy wokół siebie.

6. Planowanie menu.

O planowaniu menu i jego zaletach pisałam już cały, długi wpis, więc teraz jedynie po krótce wspomnę o tym temacie. Planowanie menu zmieniło całkowicie moje podejście do posiłków. Teraz już wiem, że jeśli nie zaplanuje fajnych dań, stosownych do możliwości czasowych i okoliczności to w stu i pół procentach skończy się to zamówieniem pizzy (czasem można – pozdrawiam – fanka pizzy) albo innego kalorycznego (niestety pysznego) jedzenia. Już wiem, że jeśli nie zaplanuję tego, co zjem (pizza też czasem jest w planach. No dobra częściej, niż czasem) – najpewniej zjem byle co i nie będę z tego zadowolona.  Planowanie posiłków pomaga odżywiać się zdrowiej i regularniej co znacząco wpływa na komfort życia i oddziałuje na wszystkie jego sfery.

7. Odpoczynek.

Jeśli jesteście jedną z tych osób, którym odpoczynek kojarzy się z wyrzutami sumienia – ten punkt jest dla Was. Zawsze jest coś do zrobienia, coś do posprzątania, do wyprania, do napisania, do ogarnięcia, do popracowania, itd… Jeśli chcielibyśmy najpierw zrobić wszystkie zaległe rzeczy, a dopiero potem odpocząć, to jest wysoce prawdopodobne, że do tego odpoczynku zostaniemy przymuszeni – przez chorobę, wyczerpanie, depresję, nerwicę. A że jestem z tych, którzy wolą zapobiegać niż leczyć (nawet dorosłam do czapek!) – uważam, że odpoczynek powinien być priorytetowy i zaplanowany. Świat się nie zawali, jak kuchnia będzie posprzątana jutro (choć ja też słyszę, jak kuchenka woła „umyj mnie, proszę”), a my po ciężkim dniu pozwolimy sobie na wieczór filmowy i pizzę (znowu ta pizza… chyba czas zjeść pizzę) albo długą relaksującą kąpiel i lekką powieść o miłości (za utopione w wannie książki serdecznie przepraszam).

8. Wieczorny relaks offline.

I na koniec punkt, który sama chciałabym wprowadzić do swojego życia częściej w najbliższym czasie, czyli spędzanie wieczorów bez komputera, telefonu, telewizora i innych urządzeń, a w zastępstwie praktykowanie wieczornych spacerów, czytania książek przed snem i jogi. Zauważyłam już, że ciągły dostęp do wszystkich urządzeń elektronicznych przeszkadza mi w tym, aby wieczorem dobrze się zrelaksować i wyciszyć przed snem. Kiedy wprowadzę się w nastrój zasypiania na spokojnie – bez tych wszystkich głośnych i krzykliwych ekranów, które dają bardzo dużo bodźców, lepiej mi się śpi, czuję się bardziej wypoczęta i spokojna. Mam nadzieję, że uda mi się praktykować wieczory offline częściej.

To już moje wszystkie pomysły na wartościowe czynności, które warto regularnie powtarzać. Dajcie znać, co o nich myślicie i jakie macie swoje własne rytuały. Jestem bardzo ciekawa, jak to wygląda u Was.

Czekam na Wasze komentarze!

2 myśli na temat “Moc rytuałów czyli co warto robić regularnie

  1. Książka codziennie, dbanie o relacje z tymi, którzy i o mnie dbają, wdzięczność wyrażam w słowach i w myślach bardzo często (nie zapisuję), spa niestety nieregularne, ale kiedy tylko możliwe to praktykowane 🙂 Najtrudniej z tym sportem i codziennym ruchem, a planowanie menu muszę sobie koniecznie wprowadzić. Masz rację, że to powinno pomóc w unikaniu fast foodów i zapewnić ciągłość posiłków na cały tydzień 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s